Homilia, XIX Niedziela Zwykła, rok A

Homilia na XIX niedzielę w ciągu roku, rok A

 

Czemu zwątpiłeś, małej wiary? (Mt 14, 31).

 

Drodzy Bracia i Siostry!

 

Czemu zwątpiłeś, człowieku małej wiary? Na wakacyjnych drogach Chrystus stawia nam to pytanie. O naszą wiarę, o nasze wątpliwości.

Czym jest wiara? Katechizm Kościoła Katolickiego powie, że wiara jest osobowym przylgnięciem do Boga (KKK 150). Jeżeli wierzymy to nie tylko w Boga, ale wierzymy Bogu. Szatan wierzy w Boga, że Bóg jest, ale wcale nie oznacza to, że podoba się Bogu. Dlatego w dojrzałej wierze chodzi o to, aby pójść dalej – uwierzyć Bogu.

Uwierzyć, że wszystkie wydarzenia, które dzieją się za Jego sprawą, są dla nas obiektywnie najlepsze. Ale mowa tu oczywiście o wydarzeniach, które dzieją się z inicjatywy Boga, nie zaś z głupstwa człowieka. Wojna, przemoc nie są inicjatywą Boga.

Że słowa, które Bóg do nas kieruje w Ewangelii są dla nas konkretnymi wskazówkami. Ile razy – my kapłani – słyszymy z ust ludzi, że konkretna Ewangelia ich dotknęła, że to słowo Boże jest dla nich.

Owszem, czasami słyszymy po kazaniu: ale im ksiądz powiedział, zwłaszcza tej mojej sąsiadce, mojemu mężowi, mojemu synowi. Ale im ksiądz dowalił. Ale oczywiście nie o to chodzi. Dobrze by było, aby słowo Boże najpierw odnosić do siebie. A może to powiedziałem właśnie do pani.

Gdy rozmawia się z ludźmi w obliczu jakichś trudnych doświadczeń, często mówią: Bóg tak chciał. Ktoś powie, że może to naiwne stwierdzenie. Nie. Nie zgadzam się z tym. To jest właśnie przekonanie, które wypływa z wiary w Bogu. Z zaufania Bogu. Bo Bóg chce dla mnie jak najlepiej. Może na razie tego nie widzę, ale kiedyś zrozumiem.

Jedna pani opowiadała mi o takiej sytuacji. Że umarła na nieuleczalną chorobę matka, zostawiła dzieci, zostawiła niezaradnego męża. Po jej śmierci mąż tak się przejął, że zaczął regularnie chodzić do kościoła, podjął obowiązki domowe. Bóg może nawet z największego zła, wyprowadzić dobro. Rolnicy wiedzą, że na gnoju, na nawozie rośnie najlepiej. Alkoholik, aby podnieść się ze swojej choroby, musi często dotknąć dna. W naszym życiu też się zdarza, że dopiero jesteśmy w stanie odkryć miłość Boga, gdy odejdziemy od Niego, jak najdalej się da.

 

Drodzy Bracia i Siostry!

 

Pan Jezus dobrze zna naszą ludzką kondycję. Wie, że różny jest poziom tej naszej wiary, tego osobowego przylgnięcia do Boga. Nie zawsze Bóg jest dla nas osobą. Czasami Go traktujemy jedynie jako maszynkę do spełniania dobrych życzeń. Widzę nawet to sam po sobie. Takie świadectwo. Jechałem ostatnio do Mariazell, narodowe sanktuarium Austrii, gdzie jest czczona Matka Boża Narodów Słowiańskich. Jest ono położone w górach. Chciałem sprawdzić, jak tam jest, bo może warto pojechać z pielgrzymką parafialną. I faktycznie warto tam pojechać. Ale, gdy jechałem w tych górach, to była straszna burza z piorunami. Bałem się, choć mówią, że w samochodzie najbezpieczniej. I wtedy człowiek mówi, że będzie już dobry, tylko niech przeżyje tą burzę, niech szczęśliwie dojedzie do celu.

Ta nasza wiara jest różna. Czasami za dużo folkloru religijnego. Za dużo przyzwyczajenia. Za mało refleksji. Chodzę na przykład do kościoła, bo rodzina chodziła od pokoleń. Przyjmuję księdza po kolędzie, ale wcale nie chodzę w niedzielę na Mszę świętą. Mówię, że jestem wierzący, ale po moim stylu życia wcale tego nie widać. Chodzę do kościoła, ale to, co mówi na kazaniu ksiądz wydaje mi się głupie. Rodzi się pytanie: po co chodzisz? No chyba, że faktycznie ksiądz mówi od rzeczy, ale raczej rzadko ma miejsce taka sytuacja. Raczej mówi z natchnienia Boga, zgodnie z Ewangelią, z nauką Kościoła. Zresztą, gdyby nawet ksiądz mówił liberalnie, to i tak dobrze wiesz, że to nie jest nauka Kościoła. Zresztą głośno ostatnio w mediach o kapłanie, który wypowiada słowa, które nijak się mają do Ewangelii. I wcale nie spotyka się to ze zrozumieniem ze strony katolików.

 

Drodzy Bracia i Siostry!

 

Trwa miesiąc sierpień. To miesiąc szczególny z wielu powodów. Bo i święta narodowe, i święta maryjne. Ale to też miesiąc, w którym biskupi zachęcają do abstynencji od napojów alkoholowych. To nie jest głupia idea. Zwłaszcza, że problem jest wielki. Ks. Biskup Tadeusz Bronakowski, z którym się ostatnio spotkałem – on jest w naszym episkopacie odpowiedzialny za duszpasterstwo trzeźwości – opowiadał, że rozmawiał z jednym politykiem, który stwierdził, że owocem przemian dokonanych w Polsce po 1989 roku jest to, że Polska jest dziś bardziej browarna niż solidarna. I z tego powodu wcale nie ma się co cieszyć.

Człowiek nie kaktus napić się musi. Chluśniem, bo uśniem. Łykniem, bo odwykniem. Co ja koń, żebym wodę pił. Rybka lubi pływać. No to siup w ten głupi dziób. Można bez końca przywoływać teksy około toastowe. A przecież to może być początkiem naprawdę poważnego problemu. Niektórzy rodzice podają alkohol swoim małym dzieciom. Uczą pić lampkę szampana przy okazji Nowego Roku. Po co? Albo kupują szampana bezalkoholowego na urodziny dzieci. Po co? Aby wychowywać, że bez alkoholu, bez toastu nie może być udanej imprezy.

Czy zawsze trzeba imprezować na dopingu? Okazuje się, że nie. Miałem okazję być niedawno na Weselu wesel. To doroczne spotkanie (w tym roku już 20) małżeństw i rodzin, które robiły sobie wesela bezalkoholowe. Twarzą tych spotkań jest ks. Władysław Zązel, proboszcz z Kamesznicy koło Żywca. Myślicie, że to głupi pomysł. Takie wesele. Wcale nie, jak posłuchać świadectw i opowieści ludzi, którzy przeżyli takie wesele, to naprawdę wydaje się to być dobrym pomysłem. A ile pieniędzy przy okazji zostało na inne sprawy. Ale trzeba mieć charakter, żeby taką imprezę zorganizować. Trzeba być prawdziwym mężczyzną i prawdziwą kobietą, aby zwołać ludzi, zadbać o dobrego wodzireja i zapewnić zabawę do białego rana. Największe wesele – opowiadali – miało 500 osób. I bawili się do białego rana. I najlepsze, że wszyscy wszystko pamiętają. A ile razy niektórzy z nas budzili się rano i nie pamiętali, co się wydarzyło dnia poprzedniego.

Dlatego zachęcam do abstynencji alkoholowej. Może chociaż w sierpniu, aby dać świadectwo, dać przykład dla innych, może dla dzieci. Ile tragedii jest w naszych domach z powodu alkoholu. Chodziłem po kolędzie, w naszej parafii też to jest widoczne.

Co ze mną się nie napiszesz? Często słyszymy. Coś ten ksiądz dziwny, bo nie chce pić – mówią parafianie. A gdy jest już ten ksiądz alkoholikiem, wtedy mówią: ale nam się ksiądz trafił – pijak.

Jest taka anegdota, jak przyszedł nowy wikary do parafii. Proboszcz go pyta: Pije ksiądz? Nie, ks. Proboszczu – odpowiada. Pali ksiądz? Nie, ks. Proboszczu – odpowiada. A gra ksiądz w karty? Nie, ks. Proboszczu – odpowiada. No to, po co mi biskup księdza tu przysłał.

Ale może są jednak ważniejsze rzeczy do robienia w życiu, niż picie alkoholu. Warto to przemyśleć. Zwłaszcza, że i to wpisuje się w naszą troskę o prawdziwą wiarę.

Dlatego nie ma co wątpić, drodzy ludzie wiary. Amen.

 

Ks. Marcin Kołodziej


Polub stronę Liturgia Kościoła
 
Aktualności
 
Zapraszamy do zakładki
Publikacje książkowe
ks. Marcina Kołodzieja
 
742815 odwiedzający (1748498 wejścia)