Homilia, Uroczystość Wniebowzięcia NMP, 3

Homilia na uroczystość Wniebowzięcia NMP

 

Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona (Łk 1, 42).

 

Drodzy Bracia i Siostry!

 

Wczoraj w liturgii wspominaliśmy św. Maksymiliana Marię Kolbego – kapłana, franciszkanina, który w obozie koncentracyjnym w Auschwitz w 1941 roku oddał życie w bunkrze głodowym za współwięźnia. Pan Jezus powiedział: Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich (J 15, 13). To zdanie dosłownie zrealizowało się w życiu św. Maksymiliana Marii Kolbego.

Ale ten święty zasłynął także z wielkiej miłości do Matki Bożej Niepokalanej. Jego dziełem jest przecież miejscowość położona niedaleko Warszawy nazwana właśnie Niepokalanów. Gdy się poczyta jego pisma, to można znaleźć takie pytania, które stawia Matce Najświętszej: Kim jesteś, o Pani? Kim jesteś, o Niepokalana? Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny stwarza dobrą okazję, abyśmy i my zastanowili się kim jest Maryja i jaka jest nasza relacja do Niej.

Św. Maksymilian odpowiedział, że nie jest w stanie ogarnąć niepowtarzalności i niezwykłości Matki Bożej.

Bo po pierwsze nie może on zgłębić, co to znaczy być stworzeniem Bożym. Jakie to wielkie wybranie, że uczynił nas Bóg, powołał nas do istnienia. Czasami rodzice myślą sobie, że od nich wszystko zależy. Będą chcieli mieć dzieci, to będą mieli. Nie będą chcieli mieć, to nie będą mieli. Nic z tego. Od nich zależy bardzo mało. Chrystus pouczał w kazaniu na górze, abyśmy nie przysięgali, bo nie możemy nawet jednego włosa na swojej głowie uczynić białym lub czarnym (por. Mt 5, 36). Podobnie tutaj. Działa Opatrzność Boża. Bóg jest w nas sprawcą wszystkiego. Św. Paweł przypomina: Nikt nie może powiedzieć bez pomocy Ducha Świętego: Panem jest Jezus (1 Kor 12, 3). Oddawajmy nasze życie Bogu, bo ono od Niego zależy.

Po drugie św. Maksymilian nie mógł zgłębić, co to znaczy być dzieckiem Bożym. Przecież to jest wielki zaszczyt. Zostaliśmy stworzenie na obraz i podobieństwo Boga. Adoptował nas Bóg. Uczynił swoimi dziećmi. Gdy rodzice zaadoptują dziecko, zapominają, że nie urodzili go fizycznie. Traktują to dziecko jak swoje. To jest ich dziecko. Nie ma innej możliwości. Podobnie traktuje nas Bóg. Podkreślał Pan już w Starym Testamencie: Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie (Iz 49, 15). I dodał Bóg: Bo góry mogą ustąpić i pagórki się zachwiać, ale miłość moja nie odstąpi od ciebie (…) mówi Pan (Iz 54, 10). Tak bardzo Bóg o nas pamięta. Bo jesteśmy Jego dziećmi.

Po trzecie św. Maksymilian nie był w stanie zrozumieć, co to znaczy być Matką Boga. Bo tutaj nie chodzi o to, że Maryja jest jakby Matką Boga. Że ona jest jakby Niepokalana. Że ona jest jakby Dziewicą. Ona faktycznie, rzeczywiście jest Matką Boga, Niepokalaną i Dziewicą. Ktoś zapyta: Czy to możliwe? Ja w to nie wierzę. A w horoskopy wierzysz? A w magię wierzysz? A w kosmitów wierzysz? A w teorię spiskową dziejów wierzysz? W te rzeczy wierzysz bez problemu. Czytasz głupie przepowiednie w kolorowych gazetach, czekasz na znaki z kosmosu. A nie wierzysz, że Bóg, który jest Stworzycielem nieba i ziemi, powołał do życia niepokalaną Maryję we współpracy z Jej rodzicami, zachował Ją po poczęciu Jezusa dziewicą, a na koniec wziął do nieba. Jeżeli mógł wskrzesić Łazarza, uzdrawiać chorych, zmartwychwstać, to nie mógł sprawić, aby była wśród nas błogosławiona między niewiastami? To pytanie retoryczne. Nie będę odpowiadał.

 

Drodzy Bracia i Siostry!

 

Rozmawiałem kiedyś z jednym protestantem, który powiedział mi, że w zasadzie nasza wiara jest podobna do ich wiary, tylko że oni nie wierzą w Maryję i świętych. Uśmiechnąłem się. A my, czy wierzymy w Maryję i świętych? Nie. My wierzymy w Jezusa Chrystusa, w Boga, który stworzył świat i nieustannie podtrzymuje go w stwarzaniu. Tak definiuje to św. Augustyn, gdy mówi o creatio ex nihilo i creatio continua. Bóg stworzył nas i opiekuje się nami.

My nie wierzymy w Matkę Bożą. Nie wierzymy w świętych. Ale uznajemy, że oni mogą nam łatwiej coś u Boga wyprosić. Czasami w domach jest tak, że ojciec jest zbyt surowy. Dzieci boją się ojca. Gdy chcą coś załatwić, to idą do matki i proszą, aby z ojcem porozmawiała. Matka porozmawia i ojciec mięknie, spełnia zachcianki dzieci. Albo w zakładzie pracy, gdy chcemy wziąć urlop lub dostać podwyżkę. To wysyłamy do szefa koleżankę lub kolegę, których szef lubi bardziej od nas. I ta osoba załatwi czy to dzień wolny, czy podwyżkę. Podobnie z naszą pobożnością w stosunku do Maryi i świętych. Nie wierzymy w nich, ale wierzymy w ich szczególne wstawiennictwo za nami przed Bogiem.

Jak jest zatem z tym naszym kultem maryjnym? Jak patrzymy na Matkę Bożą? Przeczytałem kiedyś – bo mnie jeszcze w tamtych czasach nie było na świecie – że, gdy w Rzymie odbywał się Sobór Watykański II, w Polsce trwała peregrynacja obrazu jasnogórskiego. Ktoś porozrzucał wtedy po Rzymie ulotki, z których wynikało, że w Polsce jest przerost kultu maryjnego. Że jesteśmy uczuciowi, ckliwi, sentymentalni. Że brak w naszej pobożności intelektualnego pogłębienia. Krytykowano nas również i za to, że nazywamy Maryję Królową Polski, co oznacza, że jesteśmy nacjonalistami i szowinistami.

Czy to prawda? Co do przymiotów naszej maryjnej pobożności, to trzeba powiedzieć, że realia współczesnego świata pokazuję, że to jest nieprawda. Dzięki tej naszej mądrej pobożności ocaliliśmy nie tylko zdrową pobożność, ale także możemy się cieszyć, że nasze kościoły dzisiaj nie są puste. Idziemy bowiem z Maryją do Chrystusa. A Ona nie przywiązuje nas do siebie, ale zawsze wskazuje na Chrystusa. Powiedziała przecież w Kanie Galilejskiej wskazując na Jezusa: Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie (J 2, 5). A to są przecież ostatnie słowa w Piśmie Świętym, które w ogóle wypowiada Maryja. Co zaś się tyczy tego, że Maryję nazywamy Królową Polski nie powinno być to niczym zdrożnym. Przecież Francuzi mają swoją Notre Dame. Niemcy nazywają Maryję Unsere Liebe Frau. A Włosi z właściwym sobie temperamentem modlą się Madonna mia. Dlaczego zatem ktoś miałby nam zabronić wołać: Maryjo, Królowo Polski. Jestem. Pamiętam. Czuwam? Zwłaszcza, że Maryja jest królową nieba i ziemi, więc i Królową Polski.

 

Drodzy Bracia i Siostry!

 

Wielka jest rola Maryi w historii zbawienia. Wielka jest Jej rola w historii Polski, co podkreśla się zwłaszcza dzisiaj, przywołując wydarzenia tak zwanego cudu nad Wisłą z 1920 roku. Dlatego zapewne w Ewangelii, pod adresem Jezusa, padły takie słowa: Jakaś kobieta z tłumu głośno zawołała do Niego: Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś (Łk 11, 27). Chrystus odpowiedział wówczas – potwierdzając te słowa – Owszem (Łk 11, 28).

Ale dodał również – co szczególnie nam powinno dziś pozostać w sercach – Owszem, ale przecież błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je (Łk 11, 28). Jeżeli dzisiaj na Eucharystii świętujemy wniebowzięcie Matki Bożej, fascynujemy się Jej przykładem, powinniśmy również chętnie ją naśladować. Św. Łukasz napisał o Matce Bożej, że słowo Boże zachowywała i rozważała je w swoim sercu (por. Łk 2, 19). To zadanie także dla nas. Zróbcie wszystko, cokolwiek Syn mój wam powie (por. J 2, 5). Idź i ty czyń podobnie (Łk 10, 37). Amen.

 

Ks. Marcin Kołodziej


Polub stronę Liturgia Kościoła
 
Aktualności
 
Zapraszamy do zakładki
Publikacje książkowe
ks. Marcina Kołodzieja
 
763332 odwiedzający (1781716 wejścia)