Homilia, III Niedziela Adwentu, rok B, 2

Homilia na III Niedzielę Adwentu, rok B

 

Zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie. W każdym położeniu dziękujcie (…) Ducha nie gaście, proroctwa nie lekceważcie. Wszystko badajcie, a co szlachetne zachowujcie. Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła (1 Tes 5, 16-22).

 

Drodzy Bracia i Siostry!

 

Przywołałem fragment z dzisiejszego drugiego czytania. Ten fragment w 1 Liście do Tesaloniczan jest zatytułowany: Zasady ładu społecznego chrześcijan. Słowa te napisał św. Paweł w 50 roku. Po co? Aby pouczyć chrześcijan mieszkających w Tesalonikach, jak mają żyć i postępować. Oni – podobnie, jak my – mieli trudne życie, gdy chodzi o wyznawanie swojej wiary. My żyjemy wokół liberałów, którzy chcą nam wydrzeć Chrystusa z serc. Oni zaś mieli wokół siebie pogańskich jeszcze Greków, którzy uprawiali wielobóstwo i nie chcieli zwrócić się ku Chrystusowi i Jemu powierzyć całego swojego życia.

Ktoś może powiedzieć: Ksiądz znowu mówi o tym liberalizmie. Dlaczego liberalizm jest zły? Przecież to pochwała wolności. A św. Paweł mówi: Ku wolności wyswobodził nas Chrystus (Ga 5, 1). Zatem pewnie sam Chrystus powinien jawić się nam jako pierwszy z liberałów. Otóż nie. Chrystus nie jest liberałem.

W liberalizmie wolność jest nadrzędną wartością. A wszyscy się zgodzimy, że dla nas nadrzędną wartością jest Bóg.

Liberalizm zakłada nieskrępowane prawo do myślenia zgodnie z własnym sumieniem. A co w przypadku, gdy to sumienie jest źle ukształtowane? Jakie będą wówczas sądy tego sumienia? Czy dziecko może być nieposłuszne swoim rodzicom? Może, ale czy ma do tego prawo? Jeżeli ma liberalnych rodziców, to wręcz zachęcam, aby mogło być nieposłuszne swoim rodzicom. Bo zgodnie z tokiem rozumowania jego rodziców wolność ma być zawsze wartością nadrzędną.

Papież Benedykt XVI napisał pod koniec trzeciej części swojej książki Jezus z Nazaretu takie oto słowa: Wolność Jezusa, nie jest wolnością liberała. Nie jest to niczym nieskrępowana swoboda, lecz wolność tego, który pomaga ludziom żyć w wolności opartej na wewnętrznej jedności z Bogiem.

Św. Augustyn mawiał: Kochaj i rób, co chcesz. Miłość jest dobra. Owszem, rób co chcesz, ale tylko wtedy, gdy najpierw będziesz kochał. Wówczas nikogo nie skrzywdzisz. Ale jeżeli nie kochasz, to zawsze będziesz krzywdził.

 

Drodzy Bracia i Siostry!

 

Kto nas nauczy właściwych, dojrzałych i pięknych postaw? Tylko Chrystus. Nasza wiara polega na zaufaniu Jezusowi Chrystusowi.

W starotestamentowej Księdze Liczb jest opisana scena, jak to Mojżesz i Aaron prowadzą naród wybrany do Ziemi Obiecanej. Oczywiście wiemy, dlaczego ich prowadzili przez pustynię, ponieważ wstydzili się przejść z nimi przez miasto. Ta anegdota pokazuje sposób myślenia Izraela, który musiał się zmienić. Potrzeba było na to aż czterdziestu lat.

W tej drodze do Ziemi Obiecanej Izraelici zatrzymali się w Kadesz, na pustyni Sim. Tam zabrakło im wody. I zaczęli Izraelici kłócić się z Mojżeszem. Mówili wówczas: Lepiej by było, gdybyśmy zginęli, jak i bracia nasi, przed Panem. Czemuście wyprowadzili zgromadzenie Pana na pustynię, byśmy tu razem z naszym bydłem zginęli? (Lb 20, 3-4). Te słowa Izraelitów pokazały ogromny brak zaufania względem Boga. Pokazały tak naprawdę ich niewiarę w moc Boga. Nie potrafili uznać, że Bóg czyni wszystko, co jest dla nas najlepsze. A co zrobił Mojżesz i Aaron? Pokazali wielkość Boga. Pomodlili się, wzięli laskę, uderzyli w skałę i ze skały wypłynęła woda. Wówczas mogli się napić zarówno Izraelici, jak i ich bydło (por. Lb 20, 1-11).

Jak ważne jest zaufanie Panu Bogu! Nie można polegać tylko na własnych siłach. Trzeba stworzyć Bogu możliwości, aby mógł On w naszym życiu działać. Gdy nie pozwalamy Bogu działać w naszym życiu, wówczas pojawia się grzech. Nie tylko grzech pychy, jak w przypadku Izraelitów. Ale też inne grzechy. Zobaczcie, jak grzech wydaje się czasem interesujący. W niektórych sytuacjach my go nawet pragniemy. Niekiedy go marginalizujemy, udajemy, że on nas nie dotyczy.

Na ostatnim kręgu biblijnym rozmawialiśmy o wróżbach. Jedna pani wyznała, że koleżanka, która przyszła do niej na andrzejki chciała trochę powróżyć gościom. Wówczas ta pani powiedziała: nie, w moim domu się nie wróży. Szybko wywiązała się dyskusja, ze przecież wróżby andrzejkowe nie są groźne. Nie można przecież wszystkiego demonizować. A Pismo Święte mówi: Nie znajdzie się pośród ciebie nikt, kto by (…) uprawiał wróżby, gusła, przepowiednie i czary; nikt, kto by uprawiał zaklęcia, pytał duchów i widma, zwracał się do umarłych. Obrzydliwy jest bowiem dla Pana każdy, kto to czyni. Z powodu tych obrzydliwości wypędza ich Pan, Bóg twój, sprzed twego oblicza (Pwt 18, 10-13). Pamiętajmy, że niewinne zabawy ze złym duchem otwierają dla niego drzwi naszego serca. Dlatego do chrześcijan w Tesalonikach pisał św. Paweł: Wszystko badajcie, a co szlachetne zachowujcie. Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła (1 Tes 5, 21-22).

 

Drodzy Bracia i Siostry!

 

Św. Paweł mówi dzisiaj do nas: Ducha nie gaście, proroctwa nie lekceważcie (1 Tes 5, 19-20). Adwent jest oczekiwaniem na przyjście Pana. W adwencie wypełniają się zapowiedzi i proroctwa odnośnie przyjścia Pana. Nie chcemy ich lekceważyć. Nie możemy ich nie dostrzec. Najpierw prorok Izajasz mówi o oczekiwanym Mesjaszu: Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił. Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim (Iz 61, 1). Następnie św. Jan Chrzciciel wypowiada proroctwo: Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską, jak powiedział prorok Izajasz (J 1, 23).

A ja jak przeżywam adwent, to sobie zawsze przypominam z dzieciństwa mój kościół parafialny. Chodziłem na roraty. A w kościele – jako dekoracja adwentowa – był gipsowy Pan Jezus zawieszony gdzieś na linie pod sufitem i każdego dnia schodził niżej po szczeblach drewnianej drabiny. Po pierwsze bałem się, aby nie spadł przed czasem z tego sufitu na ziemię, bo wówczas nie byłoby Bożego Narodzenia i ewentualnych prezentów pod choinką. A po drugie nie mogłem się doczekać, kiedy już w końcu Pan Jezus zejdzie na ziemię. Dziś dzieci wiedzą, kiedy to nastąpi, bo mają te czekoladowe kalendarze adwentowe. I jak się skończą czekoladki, to przyjdzie Jezus. Wtedy tak łatwo nie było.

 

Drodzy Bracia i Siostry!

 

W tych zasadach ładu społecznego, o których mówi dziś do nas św. Paweł są takie trzy elementy: Zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie. W każdym położeniu dziękujcie (1 Tes 5, 16).

W trzecią niedzielę adwentu ksiądz sprawuje Mszę święta w ornacie koloru różowego. Nie chodzi o to, że się dzisiaj chcemy utożsamić z jakim lobby, ale ten kolor różowy ma podkreślić radość, która płynie z przybliżającego się spotkania z Panem Jezusem. W Liście do Filipian czytamy: Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! Niech będzie znana wszystkim ludziom wasza wyrozumiała łagodność: Pan jest blisko! (Flp 4, 4-5).

Słyszymy też dziś zachętę do nieustannej modlitwy. Modlitwa jest uwielbieniem Boga. Mówi przecież psalm 148: Królowie ziemscy i wszystkie narody, władcy i wszyscy sędziowie na ziemi, młodzieńcy, a także dziewice, starcy wraz z młodzieżą niech imię Pana wychwalają, bo tylko Jego imię jest wzniosłe (Ps 148, 11-13). A sam Chrystus zapewnia: Wszystko, o co w modlitwie prosicie, stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie (Mk 11, 24).

I po trzecie słyszymy: W każdym położeniu dziękujcie (1 Tes 5, 16). Nie tylko mamy prosić Bogu, ale też wyrobić w sobie nawyk dziękczynienia. Zdarza się coraz częściej, że w naszej parafii ludzie zamawiają Mszę świętą w intencji dziękczynno-błagalnej. I bardzo dobrze. Trzeba Bogu dziękować. Bo Pismo Święte w wielu miejscach przypomina: A sercami waszymi niech rządzi pokój Chrystusowy, do którego też zostaliście wezwani w jednym Ciele. I bądźcie wdzięczni! (Kol 3, 15). Albo: O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem! (Flp 4, 6-7).

 

Drodzy Bracia i Siostry!

 

Gdy byłem na pierwszej parafii w Oleśnicy, wówczas mieliśmy w dekanacie kapłana, który – jak spowiadał – zawsze miał taką stałą naukę do ludzi: Oto kolejny już adwent w twoim życiu. Mówił to tak głośno do spowiadających się, że choćbyśmy nie chcieli słyszeć, to zawsze słyszeliśmy. Jak przeżywam adwent, to przypominam sobie tego już nieżyjącego kapłana i jego powiedzenie: Oto kolejny już adwent w twoim życiu. Dobrze by było właściwie wykorzystać ten obecny adwent. Na facebooku zobaczyłem niedawno obrazek podpisany: W sklepie świąt nie kupisz. Boże Narodzenie to nie tylko pogoń za prezentami. Nie tylko umyte okna. Przygotowane wypieki. Nie o to chodzi. Chodzi o to, aby dobrze przygotować się na spotkanie z przychodzącym Jezusem.

A gdyby okazało się, że to będzie nie kolejny, ale właśnie ostatni adwent w twoim życiu? Nie straszę. Tylko pytam.

Dlatego – jak sugeruje św. Paweł – warto wszystko, co do nas dociera badać, czy pochodzi od Boga. A co szlachetne zachowywać. Unikać natomiast wszystkiego, co ma choćby pozór zła (1 Tes 5, 16-22). Amen.

 

Ks. Marcin Kołodziej


Polub stronę Liturgia Kościoła
 
Aktualności
 
Zapraszamy do zakładki
Publikacje książkowe
ks. Marcina Kołodzieja
 
721997 odwiedzający (1710579 wejścia)