Homilia, IV Niedziela Wielkanocna, rok A

Homilia na IV Niedzielę Wielkanocną, rok A

 

„Ja jestem dobrym Pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają” (J 10, 14).

 

Drodzy Bracia i Siostry!

 

Dzisiaj niedziela Dobrego Pasterza. Patrzymy na Jezusa i zastanawiamy się, jak jeszcze doskonalej iść za Nim.

Przy tej okazji dziękujemy za Pasterzy Kościoła, którzy przedłużają, kontynuują misję Jezusa.

Modlimy się dzisiaj także o nowe powołania, aby nie zabrakło tych, którzy będą sprawować Mszą świętą, głosić Ewangelię i służyć Kościołowi – czyli nam wszystkim – w kapłaństwie lub życiu zakonnym.

Dlaczego Jezus używa obrazu pasterza? Bo był to obraz bardzo czytelny w czasach Jezusa i także dzisiaj jest również zrozumiały. Nie byłem w Ziemi Świętej, więc nie wiem, ale ufam znawcom zwyczajów w Palestynie, którzy mówią, że jak pasterz pasie owce, to on idzie na przedzie, a wszystkie owce podążają za Nim. Dlatego jak Jezus buduje swoje nauczanie na obrazie pasterza, to chce, abyśmy w taki właśnie sposób rozumieli Jego misję.

 

Drodzy Bracia i Siostry!

 

Do Apostołów – a więc tych, którzy zostali powołani przez Chrystusa – przychodzili ludzie z pytaniem, co robić, aby osiągnąć życie wieczne? Słuchaliśmy przecież o tym dzisiaj w pierwszym czytaniu. A Apostołowie odpowiadali, że trzeba nawrócić się, ochrzcić imię Jezusa Chrystusa, przyjąć bierzmowanie, czyli wziąć dary Ducha Świętego. Oraz trzeba ratować się z tego przewrotnego pokolenia.

A jak jest dzisiaj? Kościół jest ten sam, który został założony przez Jezusa i rozwijany przez Apostołów. Obecnie to biskupi są następcami Apostołów. Ale, że wszędzie biskupi nie mogą być osobiście, dzielą się swoimi zadaniami z prezbiterami. I ustanawiają duszpasterzy, proboszczów, wikariuszów, kapelanów, katechetów. Tylko ma się wrażenie, że ci, którzy przychodzą do współczesnych apostołów, stawiają im inne, niż wtedy pytania.

Pamiętam, jak podczas kolędy w jednej rodzinie, kobieta, siedząca w otoczeniu męża i dzieci, wyznała, że była na Pasterce. I słuchała kazania. Mówił ksiądz o potrzebie szacunku wobec życia. Tłumaczył między innymi, dlaczego aborcja jest zła, dlaczego eutanazja jest zła. Na co kobieta wypowiedziała się w końcu, że nie podobało się jej to, iż ksiądz narzucał ludziom swój sposób myślenia. Smutna wypowiedź, bo przecież nie był to jedynie sposób myślenia księdza, ale także Kościoła, i przede wszystkim samego Chrystusa.

Takich sytuacji jest dzisiaj znacznie więcej. Podobnie bywa na przykład w szkołach, gdy rodzice wypisują swoje dzieci z religii, bo treści, jakie głosi katecheta nie odpowiadają im. A przecież ten katecheta nie urwał się z choinki, jest posłany przez biskupa, naucza tego, co chce Kościół. Nie głosi swojej nauki, ale naukę Jezusa.

Ksiądz przygotowujący dzieci do Pierwszej Komunii świętej opowiadał, że przyszło do niego grono rodziców z krzykiem, że on niszczy ich autorytet jako rodziców, bo mówi dzieciom, że mieszkanie bez ślubu jest grzechem, a akurat ci rodzicie żyli bez ślubu. I jak w takiej sytuacji ma się zachować głosiciel Chrystusowej Ewangelii? Ma zacząć zmieniać naukę Jezusa? Naginać Boże przykazania, aby tłumaczyć grzechy innych? Nie, bo to byłoby szatańskie.

 

Drodzy Bracia i Siostry!

 

Problemem w głoszeniu Ewangelii dzisiaj jest także błędne rozumienie kapłaństwa. Przecież widzicie, w jaki sposób promuje się to kapłaństwo w mediach. Nic księża nie robią, żyją z naszych ciężko zarobionych pieniędzy; postoi sobie ksiądz godzinkę w niedzielę przy ołtarzu i opływa w luksusy.

Jaki mamy obraz kapłana? Altruisty, czy materialisty? Sługi, czy pana? Na ile jest on zgody z prawdą, a na ile jest tworzony dla potrzeb złowrogiej propagandy? Dlatego nie można się potem dziwić spadkowi powołań. Nie można się dziwić również myśleniu rodziców, którzy mówią, że skoro jest takie spojrzenie na kapłaństwo, to oni nie chcą, aby ich syn został księdzem.

Przyglądałem się rodzicom i dzieciom pierwszokomunijnym w naszej parafii. Większość bardzo poważnie podeszło do tematu. Choć w niektórych przypadkach brakowało jednak umiaru pomiędzy formą a treścią. Ale było coś znacznie niepokojącego. Podczas Białego Tygodnia niektórzy rodzice zamiast być z dziećmi na Mszy świętej w kościele, spędzali ten czas w samochodach pod kościołem. Rozumiem, było gorąco, ktoś może zasłabł, a w samochodach jest klimatyzacja, więc można ochłodzić się i łatwiej przeżyć Eucharystię. Ale niestety takie zachowanie jest porażką formacji katechetycznej. W takich sytuacjach budujemy na kiepskim fundamencie. Budujemy na piasku. Jak spadnie deszcz, będą życiowe wichry, taka budowla wówczas musi runąć. Nie ma się na czym oprzeć.

 

Drodzy Bracia i Siostry!

 

A zatem jakbyśmy chcieli nawiązać do dzisiejszego pierwszego czytania, to trzeba przyznać, że obecnie kapłanom stawiamy inne pytania, aniżeli stawiali ludzie Apostołom. Tam było pytanie: co robić, aby żyć wiecznie? Tu bardzo często nie ma takiego pytania. Jest natomiast stwierdzenie: proszę mi nie narzucać innego niż mój sposób myślenia.

Oczywiście nie jest to powszechny styl postępowania współczesnych katolików, bo niektórzy z was mogliby się obrazić na takie uproszczenie, ale jest na tyle zauważalny, że trzeba o nim mówić. Co więcej, trzeba go jednoznacznie piętnować. Dlaczego? Bo mówi sam Jezus: „Moje owce słuchają mojego głosu, ja znam je, a one idą za Mną”.

Jaki z tego wniosek? Taki, że jak nie słuchamy głosu Jezusa, nie chcemy Go zrozumieć i utożsamiać się z Nim, wówczas niestety nie należymy do Jego owiec, nie należymy do Jego owczarni. Może jesteśmy ochrzczeni. Ale czy jesteśmy w pełni Chrystusowi?

 

Drodzy Bracia i Siostry!

 

Mówi dzisiaj Jezus: Ja jestem bramą. Zapewne chodzi o bramę, którą trzeba wybrać, i którą trzeba przekroczyć.

Był w telewizji taki teleturniej, w którym ludzie mieli do wyboru kilka bramek. Jak wybrali właściwą, wówczas wygrywali samochód, czy też inną cenną nagrodę. Podobnie chce nam dać do zrozumienia Jezus. On proponuje jedną z bramek. Owszem, można wybrać inne. W końcu wolna wola człowieka. Są w nich pewnie jakieś nagrody pocieszenia, ale nie ma w nich nagrody głównej. Bo główna nagroda jest w bramce Jezusa. Jeśli chcemy, możemy ja wybrać.

A gdy już wybierzemy Jezusa, który jest bramą, wówczas to jeszcze nie wystarczy. Mówił jednego roku bł. Jan Pawel II do młodzieży zgromadzonej na polach lednickich: „nie wystarczy przekroczyć próg, trzeba iść w głąb”. Nie wystarczy ochrzcić się, czy przyjąć bierzmowanie. Trzeba jeszcze nawrócić się i – jak mówią dzisiaj Apostołowie w pierwszym czytaniu – ratować się z tego przewrotnego pokolenia.

 

Drodzy Bracia i Siostry!

 

Mówi dzisiejsza Ewangelia: Złodziej przychodzi, aby kraść, zabijać, niszczyć. Taki jest szatan, który nigdy nie będzie przyjacielem człowieka. Na początku wypromuje się w naszych oczach na kogoś dobrego. A potem nas ośmieszy i wykorzysta, aby ostatecznie znieważyć Boga.

Jezus natomiast przyszedł po to, aby owce, które za Nim pójdą, miały życie, i to w obfitości. Korzystajmy z Eucharystii, gdzie On jest blisko nas, przeżywajmy pięknie i głęboko Mszę świętą. Przychodźmy do Pasterzy Kościoła nie z pretensjami, ale raczej z pytaniem: co czynić, aby osiągnąć życie wieczne. Dlaczego? Bo chcemy przecież podążać za Jezusem – Dobrym Pasterzem i mieć życie w obfitości. Amen.

 

Ks. Marcin Kołodziej

Lubię to na Facebooku
 
Aktualności
 
Zapraszamy do zakładki
Nowości wydawnicze
 
554112 odwiedzający (1371364 wejścia)