Homilia, Uroczystość Wszystkich Świętych, 2

Uroczystość Wszystkich Świętych

 

Św. Jan Bosco, kapłan włoski żyjący w XIX wieku – czyli stosunkowo niedawno, pracujący z dziećmi i młodzieżą, zakładający dla nich tak zwane oratoria – czyli coś w rodzaju obecnych dzisiaj świetlic środowiskowych, miał w zwyczaju mawiać do swoich wychowanków: „Albo będziesz świętym, albo będziesz nikim”.

 

Drodzy Bracia i Siostry!

 

Uroczystość Wszystkich Świętych. Uroczystość tych, którzy należą do liczby przywołanych w pierwszym czytaniu 144 tysięcy opieczętowanych i którzy otaczają tron Boga w niebie. Którzy to są? Pytamy podobnie, jak Apokaliptyczny Starzec. To ci, którzy opłukali swoje szaty i wybielili je we krwi Baranka, którym jest Chrystus. To ci, którzy byli pośród nas na ziemi, i nie umarli, tylko żyją inaczej, pełniej, przed Bogiem i Jego tronem. I podobnie jak my śpiewają „Święty, Święty, Święty”. Tylko, że my patrząc na razie na Chrystusa obecnego w konsekrowanym chlebie, a oni wpatrując się już Chrystusowi w jego oblicze, w jego twarz.

Oto tajemnica dzisiejszej uroczystości. Uroczystości, w której święta Matka Kościół, jak przywykliśmy mówić o naszej wspólnocie wiary, pozwala nam oddawać cześć Bogu jednocześnie we wszystkich świętych – tych uroczyście przez papieża kanonizowanych lub beatyfikowanych, ale także i tych, którzy w naszym przekonaniu już do grona świętych należą. W nich wszystkich są dzisiaj wpatrzone nasze oczy i oni stają przed nami, jako wzory do naśladowania.

 

Drodzy Bracia i Siostry!

 

Papież Jan Paweł II – Sługa Boży – a więc według nauczaniu Kościoła – już stojący przed tronem Boga i Baranka w niebie – powiedział przez usta kard. Macharskiego w 1999 roku do pielgrzymów zgromadzonych w Starym Sączu na kanonizacji św. Kingi, żebyśmy nie lękali się chcieć świętości. Abyśmy nie lękali się być świętymi.

Świętość przecież nie jest zarezerwowana dla wybranej grupy ludzi, może tylko dla duchownych, czy osób zakonnych. Tak myśleli przewrotni faryzeusze i właśnie miedzy innymi za to ganił ich Jezus. Nie ma jakiejś kasty wśród ludzi, która jedynie predestynowana, przeznaczona byłaby do świętości. Niektórzy mówią: to dla księży, osób zakonnych, starszych ludzi, nie dla mnie. Im przecież łatwiej zostać świętymi. Przeciwnie. Komu więcej dano, od tego jeszcze więcej się wymaga – przypomina Chrystus.

Cyprian Kamil Norwid napisał, że ojczyzna to nasz zbiorowy obowiązek. A my możemy – korzystając z parafrazy – powiedzieć w dzisiejszą liturgiczną uroczystość, że świętość, zbawienie to nasz – jako wspólnoty Kościoła – zbiorowy obowiązek.

Opętany, którego spotkał Jezus, krzyczał za Nim: wiem, kto jesteś, Święty Boga! A zatem bać się świętości, lękać się świętości, nie chcieć świętości, to przecież być daleko od Boga i nie chcieć Boga.

„Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty” (1 P 1, 16) – mówi Bóg w 1 Liście św. Piotra. Zatem świętość to także dla nas nakaz, propozycja, przykazanie Boga.

 

Drodzy Bracia i Siostry!

 

Świętość zaczyna się już tutaj, na ziemi. Nie jest tak, że dzisiaj żyjesz, tak jakby Boga nie było, i jest wszystko dobrze. Czas jest krótki – zaznacza Apostoł. Nikt z nas nie ma pewności, że ze wszystkim w swoim życiu zdąży. Żołnierz strzela, Pan Bóg kule nosi. Człowiek sobie planuje, ale… Głupcze – mówi Ewangelia – jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy. I co wtedy? Bądź przygotowany.

Dlatego jakie życie, taka wieczność. Niektórzy sztucznie oddzielają życie na ziemi od życia w niebie. Przecież to jest kontynuacja. Modlimy się w prefacji podczas Mszy świętej pogrzebowej: „Życie Twoich wiernych, o Panie, zmienia się, ale się nie kończy, bo gdy rozpadnie się dom doczesnej pielgrzymki, znajdą przygotowanie w niebie wieczne mieszkanie”. Zatem świętość trzeba zacząć budować już teraz, aby mieć szansę na kontynuację życia w innym, lepszym wymiarze. Królestwo Boże jest wśród nas – przypomina Jezus – zawsze ilekroć zgodzimy się, aby prawa Boże były obecne w naszym życiu. Świętość może być już tu na ziemi, pod takim samym warunkiem.

 

Drodzy Bracia i Siostry!

 

Św. Mateusz przywołuje dzisiaj słowa Jezusa: „Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie”. Kiedy? Stawiamy to pytanie. Wtedy, kiedy zaczniemy czynić nasze czasy erą ludzi świętych. Wtedy, kiedy 8 błogosławieństw, usłyszane przez nas podczas dzisiejszej Ewangelii, stanie się normą, zasadą, standardem naszego postępowania.

Błogosławieni ubodzy w duchu, a więc ci, którzy są świadomi swojej niedoskonałości i ciągle chcą się zmieniać.

Błogosławieni, którzy się smucą, wtedy, gdy dzieje się zło, gdy widzą, jak inni są daleko od Boga.

Błogosławieni cisi, którzy czynią dobro i nie pragną przy tym rozgłosu.

Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, bo nie mogą pogodzić z okrucieństwem świata, z kłamstwem.

Błogosławieni miłosierni, którzy nie przechodzą obojętnie obok cierpiącego, nie zamykają się na tragedię i biedę innych.

Błogosławieni czystego serca, którzy korzystają z sakramentu pojednania, dbają o czystość obyczajów, zachowań, intencji.

Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, i brzydzą się wojną oraz sporami.

Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, bo oni budują na prawdzie.

Błogosławieni jesteście, gdy wam urągają, bo nie wstydzicie się wiary i Jezusa.

Wielka jest wasza nagroda w niebie.

 

Drodzy Bracia i Siostry!

 

Co to znaczy być świętym? To znaczy zachowywać harmonię pomiędzy wyznawaną wiarą a własnym życiem. To znaczy, aby sfery życia politycznego, gospodarczego, społecznego i prawodawczego były przesiąknięte Duchem Świętym oraz zasadami chrześcijańskimi.

Nie można zostawić Boga w kościele, w domu, czy w swoim pokoju. Nie z takim Bogiem mamy do czynienia. Mamy do czynienia z Bogiem naszych ojców, Bogiem Abrahama, Izaaka i Jakuba, Bogiem Jahwe, które był, jest i który przychodzi. Wszechmogącym. Bogiem, który chce przenikać serca i umysły, myśli i sumienia. Bogiem, który nie godzi się na takie marginalne traktowanie. On nie może być w naszym życiu na doczepkę, od święta, w sytuacji, gdy coś się nie układa. On mówi: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, a ja was pokrzepię”. Zawsze.

Świętość zaczyna się budować w domu. Normalnym domu, zdrowym moralnie domu. Przy małżonkach, rodzicach, którzy żyją miłością nie na próbę, ale pełną. Którzy miłość traktują jako postawę, nie jako uczucie. Uczucie jest ulotne. Miłość jako postawa trwa. Miłość to bezpieczeństwo, to odpowiedzialność za drugiego, traktowanie go jako osobę, jak podmiot, nie jako przedmiot moich egoistycznych i nie daj Boże chwilowych zachcianek.

Świętość to również trwanie w tradycji wiary, tradycji Kościoła. Zdziwili mnie spacerujący wczoraj po naszej miejscowości przebierańcy ubrani w prześcieradła, którzy świętowali halloween. Do tego dochodzi wróżbiarstwo, przebieranie się za duchy i potwory, aby przestraszyć, odstraszyć. Duchy nas odstraszają? To odstrasza nas sam Bóg, który jest duchem. Nie. My, chrześcijanie, uczniowie Jezusa Chrystusa Zmartwychwstałego, mamy inne zwyczaje: zamówiona za zmarłych, ale i za żyjących Msza święta, wypisane imiona bliskich i polecane modlitwie Kościoła w wypominkach. To jest nasze „All hallows Eve”.

 

Drodzy Bracia i Siostry!

 

„Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zastaliśmy nazwani dziećmi Bożymi i rzeczywiście nimi jesteśmy” (1 P 3, 1). Ten Ojciec daje nam swojego Syna, który pozostał za nami w Eucharystii. W tej Eucharystii jest On dla nas pokarmem. W tej Eucharystii buduje również jedność Kościoła. Bo nie jesteśmy tu sami, ale wraz z nami są ci, których określamy mianem wszystkich świętych. I wraz z nimi śpiewamy Bogu i „Święty” i „Hosanna”.

Niech Chrystus, który jest naszą nadzieją, prowadzi nas do świętości. Bo każdy, kto w Nim pokłada nadzieję, uświeca się i podobnie jak On jest święty. Amen.

Ks. Marcin Kołodziej

Lubię to na Facebooku
 
Aktualności
 
Zapraszamy do zakładki
Nowości wydawnicze
 
554226 odwiedzający (1371543 wejścia)