Homilia, Uroczystość Wniebowzięcia NMP, 2

Homilia na uroczystość Wniebowzięcia NMP

 

Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu (Ap 12, 1).

 

Drodzy Bracia i Siostry!

 

Dogmat o Wniebowzięciu NMP został ogłoszony przez Ojca Świętego Piusa XII dopiero w 1950 roku. Jednak tę szczególną uroczystość obchodzimy już od VII wieku w Kościele Zachodnim, a na Wschodzie nawet wcześniej.

Dlaczego ta uroczystość jest taka szczególna? Bo niesie za sobą głęboką teologię, można powiedzieć innymi słowy szczególne przesłanie. Pan Bóg wskazuje dzisiaj na Maryję. Owszem, była ona Matką Jezusa Chrystusa. Nawet została poczęta bez zmazy grzechu pierworodnego. Wybrał ją Bóg, aby była błogosławiona między niewiastami (por. Łk 1, 42). Ale poza tym jest przecież jedną z nas. Przyszła na świat jako człowiek, kobieta. Ma swój ziemski rodowód. Rodzinę. Znajomych i przyjaciół. Urodziła się w konkretnym miejscu, mieszkała w konkretnym miejscu. Tak, jak my pracowała, odpoczywała, radowała się, smuciła. Żyła normalnie, jak każdy człowiek. I co z tego? Jak brzmią słowa dogmatu – po zakończeniu ziemskiego życia z duszą i ciałem została wzięta do nieba (por. Konstytucja Apostolska Munificentissimus Deus).

Dlaczego zatem ta uroczystość jest taka szczególna? Bo pokazuje nam Maryję, która poszła do nieba. A skoro Maryja – jedna z ludzi – trafiła do nieba, to czy coś stoi na przeszkodzie, abyśmy również i my tam trafili?

 

Drodzy Bracia i Siostry!

 

Nic nie stoi na przeszkodzie, abyśmy także kiedyś trafili do nieba. Co więcej, trzeba powiedzieć, że tak naprawdę dla nas – chrześcijan, nie ma innej alternatywy. Naszym podstawowym powołaniem jest świętość, którą będziemy przeżywać w niebie. Św. Jan Bosko mawiał swoim wychowankom: Albo będziesz świętym, albo będziesz nikim. A zatem naszym celem jest tylko i wyłącznie świętość i to tylko i wyłącznie w niebie.

Jednak, trzeba przyznać, że nie każdy tak do tego nieba się spieszy. Jest taka anegdota, jak to starsi małżonkowie umarli razem i poszli na spotkanie z Bogiem. Stanęli najpierw u bram raju, przyszedł do nich Św. Piotr i wprowadził ich do nieba. Pokazał wszystkie zakątki tego nieba, a ci staruszkowie tylko ze zadziwienia wzdychali. W końcu zostali zaprowadzeni do ich nowego domu. Dom usytuowany był nad pięknym jeziorem. Przy domu ogród. A z balkonu rozpościerał się piękny widok na góry. W domu posprzątane, jedzenie ugotowane, w spiżarni zapasy zrobione. Wokół domu wszystko uporządkowane, ogród wyplewiony. Nic nie brakowało. W końcu zadziwiony, ale i lekko podenerwowany starszy pan pyta Św. Piotra, czy to oby na pewno wszystko dla nich? Św. Piotr odpowiada, że tak. Wtedy starszy pan wykrzyczał do swojej żony: Widzisz, gdyby nie te twoje ciągłe kuracje czosnkowe, mielibyśmy to wszystko już znacznie wcześniej.

 

Drodzy Bracia i Siostry!

 

Boimy się nieba. Nie chcemy tak szybko tam pójść. Jak przyjdzie choroba, to wszelkimi możliwymi sposobami, próbujemy przedłużyć nasze życie. A jak stracimy bliską osobę, bo umrze, to czasami tak rozpaczamy, jakbyśmy zapomnieli o życiu wiecznym. Bo z nami jest trochę tak, jak z tym dzieckiem w łonie matki. Myśli ono, że żyje w świecie najlepszym z możliwych. Karmi go pępowina, czuje się bezpiecznie i nie specjalnie chce przychodzić na świat. Dopiero, gdy narodzi się, to widzi, że tamto, co było w brzuchu matki, to jest nic, w porównaniu do tego, co przed nim.

Maryja – niewiasta obleczona w słońce (por. Ap 12, 1), chce nam pokazać dzisiaj, że warto myśleć o niebie, warto zabiegać o to niebo. Owszem, że nie ma co się zbytnio spieszyć, bo trzeba ten moment przejścia do nieba pozostawić Panu Bogu. On jest Panem życia i śmierci, więc nie ma co myśleć o eutanazji. Ale trzeba z pewnością o to niebo zabiegać już na ziemi. Jak zabiegać o to niebo?

Niebo nie jest miejscem dla dobrych ludzi. Tak czasami lansuje się niebo w mediach. Pamiętam stosunkowo niedawny pogrzeb naszej poetki i noblistki Wisławy Szymborskiej. Na pogrzebie, który był uroczystością świecką, bo Pani Szymborska jeszcze przed śmiercią wyznała, że jest osobą niewierzącą, jej współpracownik powiedział, że pewnie teraz siedzi sobie ona w niebie na fotelu, pali fajkę i słucha ulubionych utworów muzycznych. Nie chcę osądzać, ale wcale nie jest to takie oczywiste.

Po pierwsze niebo nie jest miejscem, ale stanem. Po drugie nie jest miejscem dla dobrych ludzi, ale stanem przebywania z Bogiem. Jeżeli ktoś świadomie i konsekwentnie odrzucał Pana Boga za życia, na pewno ten Bóg nie zjednoczy się z nim po jego śmierci. Do nieba nie idą ludzie dobrzy. Do nieba idą ludzie, którzy chcą być z Jezusem Chrystusem, naszym Stwórcą i Bogiem. Dlatego, jeżeli chcemy być w niebie, mamy uwierzyć Jezusowi i za wszelką cenę starać się żyć, w taki sposób, w jaki On nas poucza poprzez Pismo Święte i Tradycję Kościoła.

Są tacy ludzie, którzy twierdzą, że i tak wszyscy trafimy do nieba, bo piekła pewnie nie ma, a nawet jak jest, to musi być puste, bo Bóg jest przecież miłosierny. Czytałem kiedyś wyniki sondażu przeprowadzonego na temat nieba i piekła. 90 procent ludzi pytanych w tym sondażu wierzy w niebo, ale tylko 50 procent wierzy w piekło. Jak to możliwe?

Nie wiem skąd takie przekonanie, ale na pewno nie od Jezusa Chrystusa. Pan Jezus mówi zdecydowanie w Ewangelii: Pójdźcie błogosławieni Ojca mojego i weźcie w posiadanie królestwo niebieskie, przygotowane dla was, bo przez święte życie na ziemi zapracowaliście sobie na niebo. I dodaje też: Pójdźcie przeklęci w ogień wieczny, czyli do piekła, bo na tym świecie nie zapracowaliście sobie na niebo (por. 25, 31-46). To prawda, że Bóg jest miłosierny. Przypomniała nam tę prawdę w ostatnich wiekach Św. Faustyna. Ale miłosierdzie Boga jest tylko dla tych ludzi, który przychodzą do Niego, w pokorze wyznają swoje grzechy i mają wolę nawrócenia.

 

Drodzy Bracia i Siostry!

 

Usłyszeliśmy dzisiaj w pierwszym czytaniu o niewieście obleczonej w słońce, księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu (Ap 12, 1). Te słowa można nam odnieść do Matki Najświętszej. Ale przede wszystkim Św. Jan Apostoł mówi w tym fragmencie o Kościele. Mówi o nas jako wspólnocie wierzących. To my – jako wspólnota Kościoła – mamy być jak ta odważna niewiasta, która rodzi Dziecko i dzięki temu Dziecku depcze głowę węża oraz zwycięża smoka, czyli szatana.

Szatana możemy zwyciężyć tylko dzięki Chrystusowi. Jedynie w zjednoczeniu z Chrystusem. Niektórzy wchodzą w praktyki szatańskie i chcą zwyciężać szatana. Tak się nie da. Czytają horoskopy, ćwiczą jogę, korzystają z medycyny orientalnej. Przecież to od złego pochodzi. Na początku może będzie dobrze, nawet horoskop będzie się sprawdzał. Ale bardzo szybko staniesz się niewolnikiem szatana. A wtedy nie będziesz już rodził Jezusa.

Jeżeli chcemy zgładzić głowę węża, trzeba wzorować się na Maryi. Maryja zrodziła Jezusa fizycznie. My zaś mamy rodzić Jezusa duchowo. Co to znaczy rodzić Jezusa duchowo? Przez nasze codzienne życie. Regularna modlitwa i Msza święta. Umacnianie się sakramentami. Szacunek do drugiego człowieka. Wierność Bogu i ludziom.

Niech udział w tej odpustowej Mszy świętej, niech przyjęcie Komunii świętej, ale też i daru odpustu zupełnego, będą  dla nas okazją do rozbudzenia w sobie pragnienia nieba. Bo – jak mówił Św. Jan Bosko – albo będziesz świętym, albo będziesz nikim. Trzeba więc być świętym w niebie.

Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu (Ap 12, 1). To nie tylko Maryja. To także Kościół. To także każdy, każda z nas. Amen.

 

Ks. Marcin Kołodziej


Polub stronę Liturgia Kościoła
 
Aktualności
 
Zapraszamy do zakładki
Publikacje książkowe
ks. Marcina Kołodzieja
 
763332 odwiedzający (1781721 wejścia)