Homilia, Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, rok C

 

Homilia na uroczystość
Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej, rok C

Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki (J 6, 51).

 

Drodzy Czciciele Eucharystii!

Jeden ksiądz opowiadał mi o pewnej sytuacji, z którą się spotkał przy okazji uroczystości weselnych w swojej parafii. Sprawował Mszę świętą ślubną, pobłogosławił związek małżeński, udzielił nowożeńcom – jak to zwykle bywa – Komunii świętej pod dwiema postaciami. Później został przez nich zaproszony na wesele. Na weselu podeszli państwo młodzi do księdza i zaproponowali, żeby wypić wspólnie z nimi kieliszek wódki – jak to się zwykło mówić – na zdrowie, choć dobrze wiemy, że picie wódki, to nie zawsze ludziom na zdrowie wychodzi. Ów ksiądz odmówił nowożeńcom, ponieważ po pierwsze przyjechał na wesele samochodem, a po drugie miał zasadę, że w ogóle alkoholu nie pije – takie postanowienie, któremu był w życiu wierny. Na odmowę ze strony księdza para młoda powiedziała: Jak to ks. Proboszczu, to my się z księdzem na Mszy napili, a ksiądz się teraz z nami nie napije? Można powiedzieć, że w tym miejscu cała dotychczasowa katechizacja, cała nauka na temat Eucharystii – jak to się kolokwialnie mówi – wzięła w łeb. Bo okazało się, że ci nowożeńcy w zasadzie nic z tego, co im dotychczas mówiono o Mszy świętej nie zrozumieli.

Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej, potocznie nazywana uroczystością Bożego Ciała. To jest dzień, kiedy chcemy z wielkim szacunkiem i czcią pochylić się nad Eucharystią. Papież bł. Paweł VI, który sprawował swój pontyfikat w czasie trwania Soboru Watykańskiego II nazwał Eucharystię tajemnicą wiary. Zresztą nie on pierwszy, gdyż podczas każdej Mszy świętej słyszymy po przeistoczeniu słowa kapłana: Oto wielka tajemnica wiary, czy Tajemnica wiary.

Mówiąc o tajemnicy nie mam oczywiście na myśli takich tajemnic, jakie przekazują sobie przyjaciółki lub koleżanki przy okazji plotkowania. Dodają jeszcze jedna do drugiej do tego zachętę: Tylko nikomu nie mów. I dopiero wtedy właśnie owa najgłębsza tajemnica roznosi się w locie błyskawicy. A przy okazji, to ciekawą rzecz przeczytałem na portalu internetowym www.matkapolka.com.pl, że według najnowszych badań tylko 32 minuty jest w stanie wytrzymać przeciętna kobieta zanim podzieli się z kimś innym przekazanym sobie sekretem.

Mówię natomiast o tajemnicy w znaczeniu misterium. Polskie słowo tajemnica jest płytkie znaczeniowo. Mówi o jakimś sekrecie, który jeden przekazuje drugiemu i w wielu przypadkach wcale nie chce, aby inni się o tym dowiedzieli. Tymczasem mówię o tajemnicy, którą z łacińskiego określa się słowem misterium. A termin misterium już ma dla nas głębsze znaczenie i trochę inaczej jest rozumiane.

W szkołach przygotowujemy jasełka, które często nazywamy misterium bożonarodzeniowym. Albo przygotowujemy misterium wielkanocne, aby przybliżyć innym znaczenie zmartwychwstania Pana Jezusa. Niekiedy dzieci przygotowują w ramach przedstawień innego typu misteria. Są to przedstawienia, które wcale nie mają ukryć czegoś przed innymi, wręcz przeciwnie, tak przedstawić, aby dla odbiorcy przekazywane treści były bardzo czytelne.

 

Drodzy Czciciele Eucharystii!

Bł. Paweł VI napisał w swojej encyklice pod tytułem Mysterium fidei, poświęconej właśnie Eucharystii takie słowa: Bo jeśli liturgia święta zajmuje czołowe miejsce w życiu Kościoła, to sercem niejako i ośrodkiem tejże świętej liturgii jest tajemnica Eucharystyczna [Misterium Eucharisticum] (MF).

Pięknie o Eucharystii uczył nas także św. Jan Paweł II w swojej ostatniej encyklice zatytułowanej Ecclesia de Eucharistia. Mówił: Słusznie Sobór Watykański II określił, że Ofiara eucharystyczna jest „źródłem i zarazem szczytem całego życia chrześcijańskiego”. „W Najświętszej Eucharystii zawiera się bowiem całe dobro duchowe Kościoła, to znaczy sam Chrystus, który (…) daje życie ludziom” (EE 1).

A zatem Eucharystia nie jest spotkaniem, gdzie – jak to się zdarza niektórym mówić w głupich anegdotach – podają najmocniejsze wino, bo jeden pije, a wszyscy śpiewają. Takie zresztą kawały są naprawdę nie do przyjęcia w odniesieniu do tajemnicy Eucharystii, do sakramentu, który bardzo często nazywa się czcigodnym.

Tymczasem Msza święta jest źródłem i szczytem życia chrześcijańskiego (KL 10).

Źródło może być tylko jedno, jak jest w przypadku rzeki. Źródło oznacza, że nasze życie w Eucharystii, od Eucharystii się zaczyna. Ona powinna wyznaczać standardy, zwyczaje naszego życia. Św. Jan Paweł II napisał kiedyś o kapłanach, że są z Eucharystii, dla Eucharystii i za Eucharystię szczególnie odpowiedzialni (por. Dominicae Cenae).

A że Eucharystia jest szczytem – oznacza, iż nasze życie, wszystkie czynności, cała aktywność powinny do Eucharystii prowadzić. Jak zatem ważne jest uczestnictwo we Mszy świętej!

Dlatego nie mogę zrozumieć tych ludzi, który dyspensują się od niedzielnej Eucharystii. Cieszę się, że jesteście dzisiaj na Mszy świętej, ale trzeba przyznać, że wielu z was tutaj obecnych niestety też ma taką mentalność wybiórczego przeżywania wiary. Przyjdę na Mszę świętą w Boże Narodzenie, Wielkanoc, czy w Boże Ciało. Ale nie przyjdę już do kościoła w niedzielę, bo jestem zmęczony i muszę odpocząć. A przecież Bóg nie jest przeciwnikiem twojego odpoczynku. Przeciwnie, On chce ci ten odpoczynek dobrze zorganizować. Nie pójdę do kościoła, bo trzeba iść na zakupy, ponieważ w sobotę nie miałem czasu. A te twoje zakupy w wielu sytuacjach sprawiają, że pani siedząca przy kasie lub roznosząca po sklepie towar przez ciebie w niedzielę nie będzie mogła ani pójść do kościoła, ani spędzić czasu z rodziną w domu. Nie pójdę do kościoła, bo muszę wyjechać za miasto na wycieczkę, aby odpocząć na łonie przyrody lub w lesie. A potem masz zostać chrzestnym czy świadkiem, przychodzisz do księdza i prosisz go o zaświadczenie, że chodzisz na Mszę święta, jesteś wierzący i praktykujący. Ksiądz, aby zaświadczyć o tobie, pyta, czy jesteś regularnie na niedzielnej Mszy świętej. Ty odpowiadasz, że wolisz spędzać niedzielę w lesie. To niech ci zatem takie zaświadczenie wystawi leśniczy.

Eucharystia jest ponadto największym dobrem duchowym Kościoła, czyli samym Chrystusem, który daje nam siebie samego.

Św. Wawrzyniec, diakon i męczennik z III wieku, uznawał dwa największe skarby Kościoła. Drugim byli ubodzy, bo gdy prefekt Rzymu nakazał mu przynieść skarb Kościoła, to właśnie ich przyprowadził do niego. A pierwszym skarbem Kościoła była dla niego Eucharystia. Dlatego, gdy przewidywał, że zostanie pojmany i skazany na śmierć, wysłał potajemnie do swoich rodziców mieszkających w Hiszpanii święty Graal, czyli kielich, w którym – według tradycji – Pan Jezus sprawował pierwszą Mszę świętą podczas Ostatniej Wieczerzy. Był bowiem Wawrzyniec zobowiązany przez papieża Sykstusa II, aby strzec świętego Graala. Nota bene ten kielich można dziś podziwiać w katedrze w Walencji.

A dlaczego Eucharystia jest dobrem duchowym Kościoła? Bo jest samym Chrystusem. W Eucharystii nie ma mowy o jakimś symbolu. Nie ma mowy o jakiejś pamiątce. To nie jest symboliczna obecność. To jest prawdziwy, rzeczywisty, substancjalny Jezus Chrystus. To jest Ciało moje za was wydane (1 Kor 11, 24) – przypomina dziś słowa Pana Jezusa św. Paweł. A sam Chrystus mówi o sobie w Ewangelii według św. Jana: Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata (J 6, 51).

 

Drodzy Czciciele Eucharystii!

Czy to możliwe – ktoś może dziś zapytać – aby tak wielki Bóg zamknął się pod postaciami konsekrowanego chleba i wina? Oczywiście, że to możliwe. Bo decydując się na ten krok, Jezus kierował się przede wszystkim miłością i pragnieniem bycia zawsze blisko każdego człowieka. Jeśli Bóg mógł stworzyć świat, jeśli mógł zmartwychwstać, jeśli może uzdrawiać i czynić cuda także obecnie, to tym bardziej mógł pozostać dla nas w Eucharystii. A zresztą sam Jezus Chrystus, wskazując na swoje dzieła, rozwiewa nasze wątpliwości, gdy mówi: U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe (Mk 10, 27).

Wzruszające – przynajmniej dla mnie samego – jest doświadczenie przyjęcia Komunii świętej, o którym mówi św. Faustyna. Tak napisała w swoim Dzienniczku po przyjęciu Komunii świętej: Dziś Jezus zamieszkał w mym sercu, Zszedł z wysokiego tronu nieba, Wielki Pan, wszechrzeczy Stwórca, Przyszedł do mnie w postaci chleba (Dz. 1231).

Przyjmujmy zatem Chrystusa w Komunii świętej chętnie i z wdzięcznością. I to nie tylko od wielkiego dzwonu, od święta, na Boże Narodzenie, czy Wielkanoc, ale często, co niedzielę, a nawet codziennie.

Pouczał św. Augustyn swoich diecezjan, którzy nie chcieli przyjmować Eucharystii: Przystąpcie z ufnością. To jest Krew, a nie trucizna. Niech ta zachęta dotrze również i do nas. Byśmy ją dobrze zrozumieli. A nade wszystko, abyśmy wzięli sobie dobrze do serca słowa naszego Pana: Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki (J 6, 51). Amen.

Ks. Marcin Kołodziej


Polub stronę Liturgia Kościoła
 
Aktualności
 
Zapraszamy do zakładki
Publikacje książkowe
ks. Marcina Kołodzieja
 
733232 odwiedzający (1730754 wejścia)