Homilia, III Niedziela Wielkiego Postu, rok A

Homilia na III Niedzielę Wielkiego Postu, rok A

 

Jesteśmy przekonani, że On prawdziwie jest Zbawicielem świata (J 4, 42).

 

Bracia i Siostry w Chrystusie!

 

Znamy z mitologii greckiej ambrozję. Był to napój bogów, który dawał im nieśmiertelność i wieczną młodość. Był on obiektem pożądania. Wszyscy chcieli go zdobyć. Tantal – syn Zeusa podkradał go bogom i sprzedawał swoim przyjaciołom. Za to został strącony do Tartaru i tam doznawał mąk. Te słynne męki Tantala polegały na tym, że na przykład cierpiał głód, choć nad jego głową wisiały owoce, których jednak nie mógł dosięgnąć. Cierpiał pragnienie, choć stał po kolana w wodzie. Żeby było dramatyczniej to nad nim nieustannie chwiał się głaz, który groził mu zmiażdżeniem.

Tak jak w tych mitycznych, bajkowych opowiadaniach, tak również obecnie ludzie ciągle szukają takich specyfików, które zapewnią im długowieczność. Sprzedają aloesy czy inne mikstury, a my to kupujemy z intencją, że będziemy zdrowi. W Internecie roi się od reklam, które mówią, że tej pani to nie lubią lekarze, bo ma przepis na zdrowe życie. Tamtej pani z kolei nie lubią dermatolodzy, bo ma przepis na gładką skórę bez zmarszczek, itd.

My też szukamy napoju nieśmiertelności. Po to przychodzimy przecież do kościoła. Szukamy pokarmu, który nas nasyci. Szukamy napoju, który gasi wszelkie pragnienia. W dzisiejszej Ewangelii słyszymy, że takim napojem jest sam Jezus Chrystus. Mówi do nas: Woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskującej ku życiu wiecznemu (J 4, 14).

Każdy z nas nosi w sobie jakieś pragnienia. Te pragnienia są różne, w zależności od wieku. Chłopcy chcą być silni, akceptowani w swojej grupie, dziewczyny chcą być piękne, zauważane przez innych. Rodzice chcą być ważni, bogaci, dobrze ustawieni w życiu. Ludzie starsi chcą być zdrowi, żyć długo i szczęśliwie i cieszyć się wnukami. Każdy ma swoje pragnienia. Do tych pragnień trzeba dołożyć pragnienie Boga. Pragnienie Jezusa. Mówi On do nas: Ja jestem drogą i prawdą, i życiem (J 14, 6). Czyli mówi: Ja jestem wszystkim! Trzeba Go pragnąć. Trzeba być z Nim w bliskiej relacji. To ma być relacja bliższa niż między małżonkami, niż między narzeczonymi. Jak patrzymy na nasze otoczenie, to mamy niekiedy wrażenie, że ta relacja jest i, że jest głęboka. Ale niekiedy widzimy, że tej relacji nie ma. Ludzie patrzą wówczas na Jezusa tak oficjalnie, jak na instytucję, jak na urząd. A to przecież nie o to chodzi.

 

Bracia i Siostry w Chrystusie!

 

Popatrzmy na dzisiejszą Ewangelię. Żydzi nie lubili się z Samarytanami. Samarytanie byli postrzegani przez Żydów jako grupa etniczna gorszej kategorii. Żydzi mieli swoją świątynię w Jerozolimie. Nie było tam miejsca dla Samarytan. Oni musieli sobie wybudować swoją świątynię w Garizim. Żydzi nie uznawali Samarytan. Uważali, że ich bliźnim może być tylko Żyd i to w dodatku wierzący. Jezus pokazuje, że takie spojrzenie jest błędne. Znamy dobrze fragment Ewangelii o miłosiernym Samarytaninie. Jeden człowiek został pobity przez zbójców i leżał przy drodze. Zobaczył go kapłan żydowski i minął. Zobaczył go lewita posługujący w świątyni, czyli pobożny Żyd i także minął. Dopiero Samarytanin, gdy tamtędy przechodził – zatrzymał się i mu pomógł. I na koniec tej przypowieści Pan Jezus stawia retoryczne pytanie: Kto okazał się bliźnim tego pobitego? Tak, Samarytanin (por. Łk 10, 25-37).

Jezus zmienia dziś błędne myślenie Żydów. Podejmuje dialog, rozmowę z Samarytanką. Po pierwsze: rozmawia z kobietą. Wiadomo, jak wówczas Żydzi przejmowali się zdaniem kobiety. Po drugie: rozmawia z Samarytanką, z osobą – według Żydów – gorszą. Są ludzie, którzy traktują źle innych, przedmiotowo. Czasami mężowie nie traktują dobrze swoich żon. Czasami dzieci nie traktują dobrze swoich rodziców. A przecież oni też mają uczucia. Niektórzy więcej serca okazują zwierzętom niż ludziom. To jest w nas do zmiany.

 

Bracia i Siostry w Chrystusie!

 

Słyszymy w Ewangelii: Jesteśmy przekonani, że On prawdziwie jest Zbawicielem świata (J 4, 42). Gdy patrzymy dziś na Pana Jezusa to jawi się On nam z jednaj strony jako prawdziwy człowiek: zmęczony drogą siedział sobie przy studni, było to o godzinie szóstej, czyli w samo południe (por. J 4, 6). Z drugiej zaś strony jawi się nam jako prawdziwy Bóg: o gdybyś wiedziała, kim jest Ten, który z tobą rozmawia, prosiłabyś Go o wodę żywą (por. J 4, 10).

Jezus ma być dla nas wszystkim. Mówi Ewangelista Jan: Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony (J 3, 16-17).

Wydana w 2000 roku deklaracja Dominus Iesus przypomina, że zbawia nas tylko Jezus Chrystus. Ten Chrystus działa i jest obecny w pełni w Kościele katolickim (DI 17). Celem judaizmu musi być poznanie i przyjęcie Mesjasza. W islamie trzeba dojrzeć Jezusa nie tylko jako proroka, ale jako jedynego Zbawiciela świata.

W 2003 roku Stolica Apostolska wydała dokument Jezus Chrystus dawcą wody żywej poświęcony chrześcijańskiej refleksji na temat New Age. New Age to nie religia, to raczej system różnych prądów myślowych, których tak naprawdę nie da się pogodzić z chrześcijaństwem.

Człowiek może osiągnąć doskonałość sam, bez Boga, na podstawie jakichś praktyk umysłu. To przecież ma coś z buddyzmu. Doskonałość osiągamy w zjednoczeniu z Bogiem.

Bóg w New Age to jakaś bezosobowa energia. To nieprawda. Bóg jest osobą. Wchodzimy z Nim w osobowe relacje.

New Age promuje pracę nad sobą, ale w tym celu, aby zbudować duchowy narcyzm, egoizm, człowieka zbytnio skoncentrowanego na sobie i swoich potrzebach. I mamy już dziś tego przykłady w postawach skrajnie egoistycznych. A idea chrześcijaństwa jest inna, polega na otwarciu się na drugiego. Co ja mogę dać innym. Stąd też na przykład rodzicielstwo – być dla innych.

New Age promuje swoistą nadtolerancję. W praktyce zakłada znoszenie różnych dziwactw, dewiacji, wynaturzeń pod hasłem, że każdy człowiek ma prawo do szczęścia. Chrześcijaństwo promuje miłość. Kocham cię i chce dla ciebie dobra. Bronię cię tym samym przed złem.

 

Bracia i Siostry w Chrystusie!

 

Samarytanka rozpoznała w Jezusie Zbawiciela. Zapragnęła od Niego wody żywej. O tej wodzie żywej rozpowiedziała w swoim środowisku, w którym żyła. Niech i w nas płonie pragnienie Jezusa – wody żywej. Dlaczego? Bo jesteśmy przekonani, że On prawdziwie jest Zbawicielem świata (J 4, 42). Amen.

 

Ks. Marcin Kołodziej


Polub stronę Liturgia Kościoła
 
Aktualności
 
Zapraszamy do zakładki
Publikacje książkowe
ks. Marcina Kołodzieja
 
753705 odwiedzający (1766553 wejścia)